Człuchowskie spotkanie. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Aleksander Stawicki   



1968  4d

Nie każda szkolna klasa może poszczycić się absolwentem, który  potrafi zainicjować i doprowadzić do spotkania koleżanek i kolegów ze szkolnej ławy. Nasz szkolny kolega Zbyszek Słabicki mocno pragnął aby takie spotkanie się odbyło latem tego roku i w dniu 23 sierpnia stało się ono faktem.

Nie jakaś okrągła rocznica, jubileusz ale szczera chęć zobaczenia się po latach była głównym motorem tej inicjatywy. Ale nie tylko szkolni koleżanki i koledzy byli uczestnikami tego spotkania. Gośćmi byli również koledzy z dawnych czasów o człuchowskich korzeniach, towarzysze wspólnego uprawiania sportów, towarzyskich zabaw, zarówno ci mieszkający obecnie w mieście, jak i ci Którzy przybyli z różnych zakątków kraju. Myślę, że inicjatywa tego spotkania doskonale koresponduje z ogłoszonym ostatnio na łamach ,,Merkuriusza” konkursem pod hasłem ,,Moje związki, moje spotkania z Człuchowem”.

Dla wielu z nas wyjazd do Człuchowa był w przenośni i dosłownie sentymentalną podróżą do miejsc i zdarzeń z lat dzieciństwa i młodości.

Spotkanie rozpoczęło się nad jeziorem Rychnowskim przy kuflu dobrego piwa i znakomicie przyrządzonym i upieczonym prosiaku. Rozkoszowaliśmy się resztkami słonecznego lata i otaczającą nas przyrodą. Szkoda tylko, że coraz mniej turystów odwiedza jakże uroczą ziemię człuchowską. Później przenieśliśmy się do nowootwartego lokalu gdzie rozmowy, wspomnienia i tańce trwały do późnej nocy.

Gdzieś tam w głębi pamięci odżyły wspomnienia licznych szkolnych i towarzyskich przygód. Szczególnie licznych szkolnych i towarzyskich przygód. Szczególnie chłopcy o przerzedzonych już czuprynach i lekko posiwiałych skroniach, nieco bardziej puszyści niż kiedyś rozpoznawali się zwykle od razu wykrzykując na powitanie szkolne pseudonimy: ,,Bury”, ,,Kocur”, ,,Pacześ”, ,,Lewita”, ,,Zenek”, ,,Galop”, ,,Skowronek”, ,,Trojan” i inne. ,,Cycuś” nie przyjechał, chociaż bardzo chciał, ale akurat w tym czasie miał inne ważne służbowe przedsięwzięcie.

Atmosferę spotkania można by oddać słowami znanej kabaretowej piosenki:,,... starsi panowie... już szron na głowie...a w sercu ciągle maj...”.

Nie mogło zabraknąć na naszym spotkaniu klasowego wychowawcy Pana Profesora Jerzego Lorocha. On też miał swój szkolny pseudonim. Myślę, że szacunek wychowanków do niego wynika przede wszystkim stąd, że w niełatwych przecież czasach licealnej nauki potrafił na miarę swoich możliwości ochronić naszą uczniowską godność, gdy inni, na szczęście nieliczni, starali się je stłamśić. Wymagający, ale zawsze sprawiedliwy i życzliwy swoim uczniom. Wyrazem naszej sympatii i wdzięczności był podarowany Profesorowi ogromny bukiet czerwonych róż.

Sądzę, że i nasz Profesor może być dumny ze swoich wychowanków i uczniów. Wszak są wśród nich ,,belwederscy” profesorowie, dyrektorzy dużych szkół, poważni biznesmeni, burmistrzowie miast, wzięci adwokaci, wysokiej rangi oficerowie.

Myślę, że nie od rzeczy przy tej okazji będzie przybliżenie sylwetki inicjatora spotkania Zbyszka Słabickiego. Doskonale wpisuje się ona w poczet ,,znanych człuchowian”.

Zbyszek, absolwent człuchowskiego liceum z 1968 roku, po kilku latach pracy postanowił podjąć ryzyko emigracji na Zachód w celu poprawy swojego bytu. Po krótkim pobycie w Niemczech trafił do Stanów Zjednoczonych  gdzie własną pracą, uporem i pomysłowością doszedł do sukcesów w small buissnesie. Samouk języków i nowego zawodu. Na początku wykorzystując swoje zdolności i manualne zajął się naprawą drobnego sprzętu komputerowego. Stopniowo rozwijając działalność i dokształcając się w branży komputerowej założył firmę BECR. Obecnie jego kilkudziesięcioosobowa firma doskonale sobie radzi na niełatwym przecież amerykańskim rynku. Jego przypadek jest przykładem jak w amerykańskich realiach można osiągnąć sukces zawodowy i materialny. Trzeba tylko chcieć.

Jestem przekonany, że osobowość Zbyszka sprawiła iż tak licznie odpowiedzieliśmy na jego zaproszenie. Potrafiąc do każdej kwestii podejść z właściwym dla siebie humorem doskonale spełnił się w roli gospodarza spotkania. Serdecznie za nie dziękujemy. Już w trakcie tego spotkania rodziły się na gorąco koncepcje kolejnych kontaktów. Mam szczerą nadzieję, że wszyscy dotrzymają słowa póki ,,w sercu maj”.