Pierwsze lata w powojennym Człuchowie. Cz. 1 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Wanda Stoltman   

 

Rok 1947 - 1948

 

(...) W miesiącu maju 1945 roku została uruchomiona szkoła powszechna (podstawowa?) przy obecnej ulicy Szczecińskiej 8, po skończeniu w 1939 roku dwóch klas szkoły powszechnej zostałam zakwalifikowana do klasy od III- V-ej. Nazwisko kierownika szkoły nie pamiętam, ale jednym z pierwszych nauczycieli był Jan Adamczyk.

Człowiek ten miał niepełne wykształcenie teologiczne, ale ze względu na przerwę spowodowaną okupacją, już do stanu duchownego nie wrócił. Zmienił też światopogląd na całkowicie świecki. Do zawodu nauczyciela był jednak przygotowany.

Na początku zajęć lekcyjnych nie mogłam sobie uzmysłowić, że uczę się w języku polskim. Nie tylko uczę się, ale i śpiewam po polsku. Śpiewaliśmy dużo piosenek, a echo tego śpiewu rozlegało się daleko poza budynkiem szkoły. Najczęściej śpiewaną piosenką była taka jedna o patriotycznej treści:


I. Myśmy przyszłością narodu,

Pierś nasza pełna jest sił,

Dążmy do wolności grodu,

Naprzód lecz nigdy w tył.


Ref.

Laurami przystrójmy głowy,

Nie znajmy w życiu swym trwóg,

Polskiej ojczystej nam mowy,

Niech wydrze żaden wróg!

II. Dobądźmy skrzydła sokole,

Nauce poświęćmy czas,

a światło zdobyte w szkole,

nieśmy do ludu mas.

Ref.

Laurami przystrójmy głowy...

 

Czasem nie chciało nam się uwierzyć, że tu na świeżo odzyskanych ziemiach zachodnich możemy tak głośno i dumnie akcentować polską mowę śpiewając. Najpiękniej i najgłośniej śpiewały dwie śliczne dziewczyny w białych berecikach na głowach, równie ładnych jak one. Były to Stefa i Danka Ciołkówny, z którymi później się zaprzyjaźniłam. Dziewczyny te swoją postawą dodawały mi odwagi i wiary, co bardzo mi pomogło zrozumieć, że tu już naprawdę Polska. Szkoda, że obecnie nie można usłyszeć śpiewu dzieci. Zamiast śpiewu słychać jedynie krzyki i przekleństwa rozbrykanej młodzieży. Milej byłoby jednak posłuchać śpiewu, a tak bardzo dużo mamy pięknych piosenek.

 

Rok 1950

 

Po krótkiej nauce i ukończeniu w tym czasie klasy II, IV i V-ej nadszedł czas wakacji. Nie były one zbyt atrakcyjne. Większość czasu poświęcałam rodzinie pomagając przy pracach domowych i przygotowaniu się do trudnego zadania- ukończenia w krótkim czasie szkoły powszechnej. Tymczasem Inspektorat Oświaty i grono pedagogiczne poczyniło pierwsze kroki w celu uruchomienia Gimnazjum. Została wytypowana delegacja do Bydgoszczy, naszego wówczas miasta wojewódzkiego, składająca się z pracowników Insp. Oświaty, pedagogów i zainteresowanych otwarciem gimnazjum, rodziców. W skład delegacji wszedł również mój ojciec, ponieważ dwie jego córki były kandydatkami do wspomnianego gimnazjum. Sprawa uruchomienia szkoły średniej została załatwiona pozytywnie. Ze względu na niewielką ilość młodzieży z zewnątrz, która ubiegała się o status ucznia gimnazjum, grono pedagogiczne postanowiło przyspieszyć naszą edukację klasy VI i VII-ej ograniczając czas nauki do jednego miesiąca, czyli września 1945r.

 

Rok 1951


Na dyrektora Miejskiego Gimnazjum Koedukacyjnego w Człuchowie (później Państwowe Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcące) powołany został profesor Marcin Gołąb, wybitny pedagog, który ukończył filologię polską i klasyczną (łacińską i grecką). Polską epopeję ,,Pan Tadeusz” znał na pamięć. Przed 1939 rokiem pełnił funkcję dyrektora gimnazjum w Grudziądzu. Pochodził z Żywca, był góralem, synem ubogiego chłopa. Swoje osiągnięcia naukowe zawdzięczał sam sobie i swojej wytrwałości w nauce. Był odzwierciedleniem Andrzeja Radka z powieści ,,Syzyfowe prace” Stefana Żeromskiego. Zresztą często czytał nam fragmenty tej powieści na lekcji. Słuchając tych cytatów odnosiliśmy wrażenie, że czyta nam swój własny życiorys.

 

Artykuł pochodzi z "Merkuriusza Człuchowskiego", nr 2-3/2005