Gabinet Kopernikański. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Aleksander Stawicki   




Verba docent, exempla trahunt
(Słowa uczą, przykłady pociągają)

 

Państwo Loroch

Niedawno świętowano uroczyście jubileusz 60-lecia Liceum Ogólnokształcącego w Człuchowie. Z tej okazji wydano monografię szkoły przedstawiającą jej historię i współczesność. W zwartym i ciekawie wydanym pod względem merytorycznym i graficznym wydawnictwie przedstawiono między innymi osiągnięcia szkoły w minionym sześćdziesięcioleciu na różnych płaszczyznach.



Zdaję sobie doskonale sprawę, że w takim wydawnictwie nie sposób przedstawić wszystkiego. Jestem jednak przekonany, że nie można pominąć niektórych osiągnięć, szczególnie na polu naukowym. Stworzyłoby to wypaczony obraz u czytelnika zarówno o zasadniczej sferze działalności szkoły, jaką jest proces nauczania, jak również o działalności pozalekcyjnej. Są też wydarzenia, których żadna monografia ująć nie zdoła, a które mocno zapadły w naszych uczniowskich sercach i pamięci.

Z chwilą rozpoczęcia przeze mnie nauki w człuchowskim liceum w 1964 roku do grona pedagogicznego dołączyli dwaj nowi nauczyciele – Jadwiga i Jerzy Lorochowie. To dzięki tej parze nauczycielskiej w człuchowskim liceum nastała nowa era w dziedzinie nauczania języka francuskiego i fizyki. Pani Jadwiga była świeżo upieczoną absolwentką romanistyki Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, natomiast Pan Jerzy, po krótkim, lecz jakże bogatym i specyficznym doświadczeniu pedagogicznym w pracy z trudną młodzieżą w Zakładzie Wychowawczym w Owińskach pod Poznaniem.

Pani Jadwiga przejęła ówczesne klasy maturalne, w których po znacznej przerwie w nauczaniu języka francuskiego trzeba było zaczynać od „etre” i „avoir”, to znaczy niemal od podstaw. Tam już niewiele można było osiągnąć. W naszych klasach natomiast w trakcie nauki języka nie tylko świetnie uczyła prawideł i słownictwa, ale potrafiła zaszczepić w nas miłość do francuskiej literatury i sztuki. To dzięki tym lekcjom ochoczo oddawałem się lekturze „Dżumy” i „Obcego” Camusa a także innych francuskich pisarzy. Zapragnąłem także obejrzeć w teatrze „Łysą śpiewaczkę” lub „Nosorożca” autorstwa Ionesco, niedawno zmarłego pisarza francuskiego pochodzenia rumuńskiego. W sposób emocjonalny i bardzo plastyczny potrafiła przedstawić nie tylko klimat paryskich dzielnic Montmartre i Dzielnicy Łacińskiej, ale także potrafiła sugestywnie opowiadać o różnych dziedzinach francuskiego życia tak, że na przykład nieomal czuliśmy smak paryskich bagietek. Nasza ciekawość wówczas tego egzotycznego świata potęgowana była przez fakt, że wyjazd w tamtych czasach na Zachód graniczył z cudem zarówno ze względów zarówno proceduralnych jak i materialnych. Opowiadania o Francji wzbudzały w nas nienasycony głód tego pięknego kraju. Dopiero po latach wielu z nas mogło naocznie doświadczyć tego, o czym słyszeliśmy na lekcjach języka francuskiego.

Pan Jerzy był nauczycielem z ogromną wiedzą w tym jakże trudnym przedmiocie. Był wymagającym, ale jednocześnie sprawiedliwym i wyrozumiałym pedagogiem. Nie tolerował wśród uczniów tylko jednego- jawnego nieuctwa. Potrafił w takim przypadku, nawet w ostrych słowach, zganić ucznia. Rozumiał nas jak mało kto z nauczycieli. Był zresztą niewiele od nas starszy. W razie potrzeby stawał w obronie naszej uczniowskiej godności, czego nie można powiedzieć o wielu innych nauczycielach. W późniejszym czasie władze oświatowe, trzymając się dogmatycznie przepisów kadrowych i nie uwzględniając indywidualnej sytuacji, podjęły decyzję o przeniesieniu go do innej szkoły. Jak pokazał czas była to decyzja niesłuszna i mocno krzywdząca.

Przybycie Jerzego Lorocha do liceum spowodowało przełom w nauczaniu fizyki i efekty tego były wkrótce widoczne. Nie ograniczył się tylko do prowadzenia lekcji, ale założył kółko fizyczne, któremu poświęcał całkiem bezinteresownie wiele swojego osobistego czasu. Rzecz obecnie prawie niespotykana. Garnęło się do kółka wielu zdolnych uczniów łaknących dodatkowej wiedzy z tego specyficznego przedmiotu i to z kolei cieszyło Pana Jerzego, że fizyka była pasją jego uczniów. „Pan Loroch traktował nas podmiotowo, pozwalał na swobodne wypowiadanie się i jak nikt inny, rozbudzał ducha rywalizacji” – wspomina Jerzy Plesiewicz. „Obok naszego klasowego wychowawcy, Pana Jędrzejewskiego, ceniłem go najbardziej”- dodaje po chwili.

Wspomniane zaangażowanie sprawiło, że członkowie kółka zaczęli brać udział w organizowanych na szczeblu ówczesnego województwa koszalińskiego konkursach wiedzy fizycznej. Konkursy poprzedzone były eliminacjami na szczeblu szkoły. Do niezapomnianych należy zacięty bój, jaki stoczyli między sobą Eugeniusz Popko i Jerzy Plesiewicz. Kiedy skończyły się pytania testowe, przystąpili do rozwiązywanie zadań, gdy i one się skończyły, prowadzący eliminacje wpadł na pomysł aby konkurenci zaczęli zadawać wzajemnie pytania. W rezultacie pasjonującej rywalizacji w tym pojedynku nieznacznie zwyciężył Jerzy Plesiewicz.

Konkurs fizyczny odbywał się corocznie w marcu, w wytypowanej na terenie województwa szkole, w postaci 2-dniowych zawodów. Zawody odbywały się indywidualnie i drużynowo, drużyna składała się z 3 osób. Konkursom towarzyszyły różne imprezy. Zwiedzano między innymi miejscowe zabytki a wieczorem odbywały się „potańcówki”.

„Gwiazdą” pierwszej wielkości tych konkursów była uczennica człuchowskiego liceum w latach 1965-69 Katarzyna Deja. Nie tylko prezentowała obszerną wiedzę, ale także doskonale ją rozumiała i potrafiła błyskawicznie, niczym komputer, rozwiązywać zadania. Do anegdotycznych należy sytuacja, gdy jeden z nauczycieli fizyki w czasie odpytywania przedstawił jej do rozwiązania zadanie. Widząc jej trochę niewyraźną minę rzekł: „I co, nie wiesz jak to rozwiązać?” – a ona na to: „ Nie, panie psorze, ja już to zadanie rozwiązałam”. I tu padła prawidłowa odpowiedź.

Również jej brat Maciej ”błyszczał” znakomitą wiedzą na tych konkursach. Z innych uczestników konkursów należy wymienić:
  • z rocznika maturalnego 1966 – Andrzeja Owsiaka;
  • z rocznika maturalnego 1967 – Franciszka Michnę, Piotra Ostoję i Janusza Szczygielskiego;
  • z rocznika  maturalnego 1968 – Bogumiłę Ginter  i wspomnianych już  Jerzego Plesiewicza i Eugeniusza Popko;
  • z rocznika maturalnego 1969 –  Zofię Drzazgowską i Zygmunta Kowalskiego;
  • z rocznika maturalnego 1971 – Henryka Łąckiego i Jana Nowickiego;
  • z rocznika maturalnego 1972 – Józefa Karbowniczyna i Zbigniewa Kiedrowicza;
  • z rocznika maturalnego 1973 – Jerzego Mysika i Mariana Kloskę.

W konkursie brali również udział: Andrzej Skowroński, obecnie profesor zwyczajny Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, znany na arenie międzynarodowej wybitny polski matematyk, członek Komitetu Matematyki Polskiej Akademii Nauk, Roman Krzyżelewski, obecnie admirał floty, dowódca Marynarki Wojennej i Jan Lubiński, obecnie profesor medycyny Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie, wybitny specjalista i uznany autorytet w dziedzinie genetyki oraz leczeniu chorób nowotworowych. Na marginesie dodam, że profesor Lubiński jest mężem Teresy Lubińskiej, do niedawna minister finansów. Poznali się w trakcie jednego z konkursów fizycznych.

Andrzej Skowroński tak oto wspomina swój udział w pracach kółka fizycznego i konkursie: „Pan Loroch odegrał bardzo ważną rolę w rozbudzeniu mojego naukowego entuzjazmu i wyborze drogi życiowej, chociaż w pracach kółka brałem udział dopiero w klasie maturalnej. Przedtem intensywnie trenowałem kilka razy w tygodniu koszykówkę z dobrymi efektami. Na przykład drużyna męska w składzie: Zbyszek Słabicki, Sławek Tyrzyk, Bolek Łukaszewicz, Heniek Szymański i ja – zdobyła nawet mistrzostwo województwa koszalińskiego. Ponadto cały czas studiowałem książki matematyczne zalecane przez naszego wychowawcę i nauczyciela matematyki, Eugeniusza Jędrzejewskiego. Bardzo często prowadziłem za niego lekcje matematyki. Jednak na początku jedenastej klasy zainteresowałem się fizyką, głównie pod wpływem entuzjazmu Jerzego Lorocha i panującej wówczas mody na elektronikę. Pierwotnie zamierzałem podjąć studia na tym kierunku na Politechnice Gdańskiej. Zostałem także zachęcony do wzięcia udziału w szkolnych eliminacjach do konkursu, gdyż dobrze liczyłem zadania, gorzej natomiast było ze znajomością doświadczeń fizycznych. Wygrałem te eliminacje i reprezentowałem liceum na turnieju wojewódzkim w Słupsku. Jako jedyny z naszej szkoły zakwalifikowałem się do ścisłego finału i zająłem tam czołowe miejsce (drugie albo trzecie). Otrzymałem dyplom, z którego Jerzy Loroch był bardzo dumny. W Słupsku był również, o ile dobrze pamiętam,  Gienek Popko i Jurek Plesiewicz.  Po tym sukcesie miałem problem z wyborem kierunku studiów. Ostatecznie do podjęcia studiów matematycznych przekonał mnie  p. Jędrzejewski, i dobrze zrobił, bo jak się później okazało, polska elektronika była w tym czasie w powijakach, daleko za resztą świata. Tym nie mniej pasja Jerzego Lorocha w nauczaniu fizyki odegrała znaczącą rolę w kształtowaniu mojej późniejszej naukowej kariery”.

Nieco więcej uwagi chciałbym poświęcić także Stanisławowi Myzykowi, najmłodszemu z wyżej wymienionych uczestników konkursów, absolwentowi liceum z 1975 roku. Ten wybitnie uzdolniony uczeń otrzymał możliwość podjęcia studiów bez egzaminu na trzech kierunkach: fizyki, matematyki i chemii. Niestety, stan jego zdrowia nie pozwalał na podjęcie studiów stacjonarnych, dlatego rozpoczął indywidualne studia na zupełnie odmiennym kierunku – na biologii i zajął się niezmiernie rzadką i specyficzną dziedziną, a mianowicie ślimakami. Równolegle intensywnie uczył się języka angielskiego. W rezultacie długotrwałych prac nad ulubionym tematem stał się ekspertem w tej dziedzinie na skalę światową. Może poszczycić się wieloma publikacjami również w języku angielskim. „Naukowiec-samorodek”, nigdy nie był doceniany przez władze. To dobrze, że znalazł poparcie u znanych naukowców. Ten bardzo ciekawy człowiek, wybiegający ponad dzisiejszą rzeczywistość, zasługuje na najwyższe uznanie za swoją wyjątkową wiedzę, pracowitość i wytrwałość.

Należy nadmienić, że na tle wszystkich uczestników konkursów wyróżniała się tzw. „grupa przechlewska”.

W wyniku rywalizacji Kuratorium Okręgu Szkolnego Koszalińskiego przyznawało najlepszym szkołom wyposażenie do gabinetów-pracowni fizycznych. Takie wyposażenie otrzymało jako pierwsze człuchowskie liceum. Były to nie tylko meble (stoły, krzesła, szafki), ale także różnego rodzaju przyrządy oraz pomoce dydaktyczne i naukowe. Zanim to jednak nastąpiło metodyk wojewódzki z kuratorium, Donald Szumotulski (starszy, bardzo życzliwie nastawiony do nauczycieli pan, poświecony całkowicie fizyce) dokonywał analizy osiągnięć uczestników konkursu a także oceniał pracę nauczycieli fizyki. Można powiedzieć, że był on spiritus movens całego przedsięwzięcia. Oprócz człuchowskiego liceum w późniejszym czasie wyposażenie do gabinetów fizycznych otrzymały licea w Wałczu, Szczecinku, Koszalinie i Kołobrzegu. Po 5-cio letniej rywalizacji człuchowscy uczniowie uplasowali się na czołowych miejscach.

Gabinet został przyozdobiony portretem Mikołaja Kopernika, który był symbolem i patronem całego przedsięwzięcia. Portret patrona namalowany został na płótnie przez Henryka Fajlhauera, utalentowanego artystę plastyka, nauczyciela wychowania plastycznego. Na marginesie dodam, że Henryk był absolwentem Uniwersytetu w Toruniu imienia tegoż właśnie Mikołaja Kopernika. W gabinecie umieszczono również otrzymany i oprawiany w ozdobne ramki dyplom. W 1967 roku naukę w tym gabinecie rozpoczęli uczniowie, którzy wcześniej jako pierwsi ukończyli szkołę podstawową o ośmioletnim programie nauczania.

„Gabinet Kopernikański” to nie jedyne osiągnięcie Jerzego Lorocha. Od czasu jego przyjścia do liceum zwiększała się z roku na rok liczba uczniów wybierających na maturze jako dodatkowy przedmiot fizykę. W późniejszym czasie w trakcie egzaminu maturalnego abiturienci bronili niczym prac magisterskich swoich wcześniej przygotowanych opracowań. Taka sytuacja coraz częściej otwierała absolwentom liceum, co zasługuje na szczególne podkreślenie, podwoje wyższych uczelni politechnicznych, a także wstęp na kierunki związane z fizyką na innych uczelniach. Do tej pory było to zjawisko sporadyczne.

Podczas moich studiów na Wydziale Handlowo-Towaroznawczym w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Poznaniu między innymi uczestniczyłem w zajęciach z przedmiotu o nazwie „Fizyka z elementami chemii fizycznej”. Nie należałem w czasie nauki w liceum do kółka fizycznego, ale uzyskane solidne fundamenty wiedzy sprawiły, że nie miałem najmniejszych trudności zarówno podczas ćwiczeń z tego przedmiotu jak i egzaminu końcowego. Byłem nawet w stanie pomagać innym kolegom z renomowanych szkół z dużych miast.

We wspomnianej na wstępie monografii na końcu jednego z rozdziałów jest następująca uwaga: „Nie jest to być może pełna lista osiągnięć uczniów szkoły, zwłaszcza wcześniejszych roczników. Zamieszczamy jednak te informacje, które udało nam się odnaleźć w dokumentach lub uzyskać dzięki życzliwości absolwentów oraz byłych i obecnych nauczycieli.” Niech powyższy esej będzie pewnego rodzaju uzupełnieniem tego rozdziału. Jako były uczeń Profesora postanowiłem ocalić od zapomnienia osiągnięcia Jego i  jego uczniów. Wszak należy pamiętać, że w drugiej połowie lat sześćdziesiątych i pierwszej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku w liceum obok tańców i śpiewu oraz działalności sportowej istniała pozalekcyjna działalność naukowa i był to nurt zasadniczy, zupełnie inny niż wynikałoby to z obiegowej opinii.

Postanowiłem to uczynić tym bardziej, gdyż wiem, iż pominięcie w monografii faktu istnienia „Gabinetu Kopernikańskiego” sprawiło Profesorowi przykrość. Czy po tym gabinecie pozostał do dzisiaj choćby najmniejszy ślad? „Chyba duch nauki ulotnił się z naszego liceum” – westchnął profesor Andrzej Skowroński, obejrzawszy w trakcie ostatniego zjazdu absolwentów pozostałości gabinetu fizycznego.