Szkolny budynek PDF Drukuj Email
Wpisany przez Aleksander Stawicki   
środa, 11 września 2013 08:17

 

 

Szkoło! Szkoło!
Gdy cię wspominam,
Tęsknota w serce się wgryza.
Oczy mam pełne łez!

Julian Tuwim

 

Czy budynek szkolny może mieć jakieś inne znaczenie poza tym, że odbywają się w nim lekcje? Spróbujmy odpowiedzieć chociaż w części na to pytanie. Według definicji słownika języka polskiego, szkoła to instytucja oświatowo-wychowawcza zajmująca się kształceniem i wychowaniem, a także siedziba (budynek) tej instytucji.

 

W Człuchowie w okresie powojennym liczba szkół była różna. Przez długi czas funkcjonowały trzy szkoły podstawowe. Nazywano je potocznie – szkołą koło kina (nr 1), szkołą za szpitalem (nr 2) i szkołą nad jeziorem (nr 3). W tej ostatniej równocześnie ze szkołą podstawową od 1948 roku miało swoją siedzibę liceum ogólnokształcące (swoją działalność rozpoczęło jesienią 1945 roku w pomieszczeniach udostępnionych w szkole podstawowej nr 1). Szkołę podstawową nr 3 i liceum rozdzielono, gdy w 1966 roku powstała „tysiąclatka”. W mieście pobudowano również dużą szkołę zawodową.

 

Pierwsze trzy wymienione szkoły mieściły się w budynkach o charakterystycznej architekturze i ciekawej przeszłości. Najwięcej wiadomo o szkole nr 2 przy ulicy Szczecińskiej 33 (dawniej Armii Czerwonej). Okazały budynek został wybudowany z pierwotnym przeznaczeniem dla szkoły przygotowującej kandydatów do seminariów nauczycielskich, nazywanej „Preparandą”. Szkołę uroczyście otwarto w 1901 roku. Po pierwszej wojnie światowej, w wyniku zmian w systemie kształcenia nauczycieli, utworzono tu w 1922 roku szkołę średnią, która funkcjonowała do 1930 roku. Następnie szkołę tę przeniesiono do nowego gmachu przy obecnej ulicy Kusocińskiego 1. Placówka ta nosiła nazwę Średniej Szkoły Realnej, która w programie nauczania kładła nacisk na przedmioty przyrodnicze i ścisłe, a także na kształcenie w dziedzinach praktycznych, mających przydać się uczniom w życiu, tak, aby byli oni jak najbardziej wartościowi dla państwa i mogli mu służyć w przyszłości jako urzędnicy, oficerowie, ludzie kultury i nauki. Jednocześnie kształcenie, przy zachowaniu surowości, miało być zajmujące i interesujące dla uczniów. Jednak w czasie wojny, w 1941 roku, nowy budynek szkoły zamieniono na zapasowy szpital wojenny. Uczniowie przenieśli się jeszcze raz do starego gmachu.

 

Po wojnie, we wrześniu 1946 roku, otwarto tu Publiczną Szkołę Dokształcającą Zawodową. W rok później zmieniono nazwę szkoły na Publiczną Średnią Szkołę Zawodową, a w 1952 roku budynek został oddany w użytkowanie wspomnianej szkole podstawowej. Wraz z zasygnalizowanym już oddaniem w 1966 roku do użytku „tysiąclatki”, w gmachu została zorganizowana szkoła specjalna. Obecnie znajduje się tu Urząd Gminy Człuchów.

 

Szkoła nr 1, położona przy zbiegu ulic Traugutta i Szczecińskiej po wielu latach zmieniła nieco swój profil działania i obecnie mieści się tu Centrum Kształcenia Ustawicznego, a numer szkoły nadano innej placówce znajdującej się przy ulicy Średniej 4a. We wspomnianym gmachu, od pewnego czasu, odbywają się również zajęcia dydaktyczne dla młodzieży Zakładu Wychowawczego (szkoła specjalna z internatem), który ma siedzibę przy ul Batorego, ale część dydaktyczną musiał oddać nowej szkole – liceum sportowemu.

 

Budynek przy ulicy Kusocińskiego pełnił funkcję wojennego szpitala polowego aż do 1948 roku, najpierw dla armii niemieckiej, a następnie dla armii sowieckiej. Po 1948 roku masywnemu, trzykondygnacyjnemu budynkowi przywrócono pierwotne przeznaczenie i tak jest do dziś.

 

Kojarzy się on przede wszystkim z liceum ogólnokształcącym. Należy także wspomnieć, że przez pewien czas budynek wraz z potencjałem intelektualnym i umiejętnościami artystycznymi nauczycieli oraz uczniów, pełnił niejako funkcję miejscowego domu kultury. Organizowano tu programy estradowo-dramatyczne, przygotowywano z coraz większym rozmachem sztuki teatralne i pokazy artystyczne. Nierzadko z wieloma imprezami wychodzono na zewnątrz szkoły, do społeczeństwa. Tak było niemal od zarania funkcjonowania liceum, aż, do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Niekiedy było tak, że działalność kulturalna niemal dominowała nad zasadniczym procesem dydaktycznym. Później działalność ta została wyciszona, gdyż powstał w mieście dom kultury z prawdziwego zdarzenia, tym samym uwolnił szkołę od obowiązków, jakie wcześniej w tej kwestii na niej ciążyły.

 

W budynku liceum organizowano również bale sylwestrowe i karnawałowe zabawy kostiumowe połączone z konkursami. Przy tej okazji nie sposób nie wspomnieć o „studniówkach” i balach maturalnych. Wszystkie bale i zabawy miały zawsze wspaniałą oprawę plastyczną.

 

Przez prawie siedemdziesiąt lat funkcjonowania mury liceum opuściło ponad pięć tysięcy absolwentów. Pragnę nadmienić z dumą, iż jestem jednym z nich, maturę uzyskałem w 1968 roku. W przeszłości niejednokrotnie wypowiadałem się już na różnych forach o wielu sferach licealnego życia.

 

W wymiarze jednostkowym dla każdego absolwenta zdobyta w trakcie nauki wiedza była fundamentem do budowy pomyślnej przyszłości. Szkole zawdzięczamy wiele. To tu zdobywaliśmy pierwsze szlify przed startem w dorosłe życie, to tu kształtowaliśmy takie cechy charakteru jak odpowiedzialność za swoje czyny, zaradność, umiejętność dokonywania właściwych wyborów. Odkrywaliśmy wiele nowych rzeczy, zawieraliśmy przyjaźnie, wspieraliśmy się wzajemnie.

 

Wielu z nas później osiągnęło życiowy sukces, zajmując wysokie stanowiska w hierarchii służbowej: w działalności naukowej, przedsiębiorczości, medycynie, w wymiarze sprawiedliwości, wojsku, kościele, w samorządzie terytorialnym i w innych dziedzinach lub prowadząc działające prężnie własne firmy. I stało się pewnie tak, dlatego, iż przestrzegaliśmy łacińskiej maksymy, której autorem jest Seneka Młodszy – Non scholae sed vitae discimus (Uczymy się nie dla szkoły, lecz dla życia).

 

Wśród grona absolwentów są „belwederscy” profesorowie, doktorzy habilitowani i doktorzy nauk, admirał i inni wysokiej rangi oficerowie, dostojnicy kościelni, znana aktorka, badacz-amator, dyplomata, utytułowany sportowiec. Mistrzowie kształcili i wychowywali uczniów, ale nierzadko uczniowie przerośli mistrzów. I nie ma w tym nic wstydliwego.

 

Jednak liceum, zwane potocznie „ogólniakiem”, było nie tylko miejscem, gdzie zdobywaliśmy wiedzę. Powiedziałbym nawet, że zdobywanie wiedzy było tylko częścią naszego szkolnego życia. Tu rozwijaliśmy nasze zainteresowania, pasje i talenty. Liceum pełniło także funkcję wychowawczą, zapoznając uczniów z obowiązującymi normami społecznymi i ucząc kultury. Niezapomniane są programy umuzykalniające prowadzone z udziałem Koszalińskiej Orkiestry Symfonicznej i zachęcające do wszechstronnej rywalizacji turnieje klas. Wiele czasu spędziliśmy w szkolnych murach, w godzinach pozalekcyjnych, uczestnicząc w różnego rodzaju kółkach zainteresowań, trenując w drużynach sportowych, śpiewając w chórze lub tańcząc w licealnym zespole.

 

Udzielaliśmy się także społecznie uczestnicząc w pracach zarówno na rzecz szkoły jak i miasta. Braliśmy również udział w akcjach zarobkowych, na przykład w sadzeniu lasu i w wykopkach. Wszystkie te prace i akcje znakomicie służyły integracji zespołów klasowych.

 

Uważam jednak, że największym sukcesem szkoły jest to, iż absolwenci identyfikują się z nią i mimo upływu wielu lat wracają do niej z ogromnym sentymentem. Dlatego większość z nas bardzo chętnie uczestniczy w szkolnych spotkaniach organizowanych z różnych okazji. W prawie siedemdziesięcioletniej historii liceum było wiele zjazdów, zarówno tych wielkich, ogólnoszkolnych jak i mniejszych kameralnych spotkań klasowych. Te największe zawsze odbywały się w budynku liceum.

 

Zawsze jest to wielkie święto radości oraz okazja do spotkania się po latach, snucia wspomnień a niekiedy czas wzruszeń i łez. Bo czasy szkolne były i pozostaną jednym z najprzyjemniejszych okresów w naszym życiu, do którego będziemy tęsknili.

 

Niezaprzeczalnym i widomym symbolem więzi ze szkołą jest jej budynek. Poetka, także absolwentka człuchowskiego liceum, Jolanta Kowalska napisała kiedyś:

 

Mury szkoły pachną bluszczem
W ich ramionach muzyka gra...


Bo cóż jeszcze pozostało po tamtych latach? Przede wszystkim to, co mieści nasza pamięć, szkolne świadectwa i trochę starych, pożółkłych już fotografii.  U niektórych może znalazłby się jakiś uczniowski pamiętnik. Koleżanka ze szkolnej ławy ku swojemu zaskoczeniu odnalazła niedawno w piwnicznych czeluściach dzienniczek lektur z języka polskiego z IX i X klasy. Mnie jeszcze kołacze się po głowie, szczególnie u progu lata, taka oto szkolna, trochę infantylna piosenka z bardzo odległych już lat:

 

Po raz ostatni zadźwięczał dzwonek
Jutro wakacje, lekcje skończone!
Hej morze, góry, las
Wakacje to najlepszy dla każdego czas...

 

.....i zachowała się szkolna legitymacja oraz książeczka przynależności do młodzieżowej organizacji. Sądzę, że nikt już z nas nie ma zeszytów z tamtych czasów, o podręcznikach nie wspominając. Zatem szkolny budynek jest najbardziej trwałą „pamiątką” po szkolnych latach.

 

Dlatego cieszy ogromnie fakt, że budynek istnieje i nadal pełni swoją zasadniczą funkcję. Mało tego, od „naszych czasów” bardzo wypiękniał i uzyskał jakby swoją drugą młodość. Stało się to między innymi dzięki przeprowadzonemu na przełomie wieków kapitalnemu remontowi. Wymieniono osypujący się już dach, wyremontowano aulę, salę gimnastyczną, korytarze i inne pomieszczenia, odnowiono elewację zewnętrzną. Przy wejściu do budynku urzeka wspaniałe sgraffito autorstwa Henryka Fajlhauera, utalentowanego plastyka i nauczyciela liceum, entuzjasty pracy z młodzieżą. Dziełem tym pozostawił po sobie trwały ślad.

 

Ale szkoła to nie tylko budynek, jego mury, wyposażenie i otoczenie. Szkoła to przede wszystkim uczniowie i ich nauczyciele, którzy w głównej mierze tworzą niepowtarzalną atmosferę danej placówki. A nade wszystko nauczyciele, którzy pozycję i autorytet szkoły w środowisku budują głównie poprzez swój profesjonalizm. I raduje także to, że mieszcząca się we wspomnianym budynku szkoła nadal funkcjonuje, wspaniale się rozwija i ma liczne sukcesy. Jest miejscem, które z satysfakcją, a także ogromnym sentymentem i nostalgią wspominamy, odwiedzamy i z dumą pokazujemy naszym rodzinom. Nierzadkie są również przypadki, że i rodzice, i ich dzieci są absolwentami tegoż liceum.

 

Jednak my, absolwenci, byliśmy tu tylko „przez chwilę”, zaledwie kilka lat. Chociaż to była bardzo ważna część naszego życia to jednak z odległej już perspektywy jakże krótka. Tak myślę sobie, że gmach szkoły zdecydowanie większe, symboliczne znaczenie ma dla pracujących tu w przeszłości i obecnie nauczycieli. Przez te wszystkie lata pracowało ich tu ponad dwustu. Wielu z nich było znakomitymi pedagogami i wychowawcami kilku pokoleń uczniów, obdarzonymi ogromną pasją przekazywania wiedzy, bez reszty oddanymi swojemu zawodowi, gorącymi patriotami. Byli dobrymi przewodnikami na początku naszej drogi w dorosłość. Byli także i tacy, którzy tu zdobywali pierwsze nauczycielskie szlify. Po latach, w jednej z rozmów, Jagoda Loroch przyznała, że na naszych rocznikach zdobywała pierwsze nauczycielskie doświadczenia i później z każdym rokiem szkolnym doskonaliła swój dydaktyczny warsztat.

 

Jak zwykł mawiać Tadeusz Kotarbiński: „Dzielny nauczyciel umie nauczać nawet tego, na czym sam się nie zna”. Z pewnością drugi człon powiedzenia znanego filozofa nie odnosi się do naszych nauczycieli, ale wielu dzielności nie brakowało.

 

Niektórych nauczycieli, w kronikach i innych dokumentach szkolnych, odnotowano tylko z nazwiska. Inni pracowali tu przez krótki czas. Dla innych jeszcze był to kolejny etap w karierze zawodowej, skąd odchodzili do innej pracy: Jerzy Trybulski i Kazimierz Mróz – dyrektorzy liceum, Wanda Mikołajczak, Zdzisława Krasucka, Alicja Talewska, Wanda Wawrzynowicz, Jadwiga Wieliczko, Teofila i Zdzisław Cetnarowiczowie, Ewa i Tomasz Ekiertowie, Eugeniusz i Gabriel Jędrzejewscy, Józef Dworzecki, Henryk Fajlhauer, Jerzy Loroch, Roman Mądry, Jerzy Zaborowski, Stanisław Zelek, Czesław Zysk i inni.

 

Wielu przyszło tu z innych szkół, ale w liceum przepracowali wiele lat i stąd odeszli na emeryturę: Hannelore Bodziak, Janina Dymek, Krystyna Filipowicz, Maria Kamińska, Halina Kielbratowska, Wanda Milewicz, Maria Oleszczuk-Wojciuk, Adolfina Tupaj, Maria Wojciuk, Danuta i Franciszek Blechaczowie, Urszula i Józefat Grabowscy, Jadwiga i Józef Lewandowscy, Maria i Wacław Majchrzakowie, Józef Berent, Czesław Bogdański, Roman Cybulski, Eugeniusz Górzyński, Ryszard Guz, Tadeusz Jednaki, Jerzy Kuźniar (zmarł nie doczekawszy emerytury). Ale jest jeszcze grono, choć niewielkie, takich nauczycieli, którzy całe swoje zawodowe życie poświęcili człuchowskiemu liceum - Teresa Bagińska, Jadwiga Loroch, Dorota Pestka i Zenon Theus. Wielu z nich niestety już nie ma pośród nas. Jest też grupa nauczycieli lub pracowników szkoły, którzy są absolwentami liceum. Do tego grona należy obecna dyrektor szkoły Ewa Hryszkiewicz.

 

Na oddzielne wspomnienie zasługuje sylwetka pierwszego dyrektora liceum w latach 1945-48, doktora Marcina Gołąba (1883-1949) - po wsze czasy symbol i niedościgły wzór znakomitego pedagoga. Z okazji 65-lecia utworzenia liceum odsłonięto w budynku szkoły tablicę pamiątkową poświęconą Dyrektorowi o następującej treści: „Bogata osobowość, głęboki patriotyzm dyrektora i jego bezkompromisowość sprawiły, że w trudnym powojennym czasie ucząc i wychowując, swoim przykładem i słowem zaświadczał, iż tylko myśl wolna i nieustraszona jest najcenniejszą wartością. Za niepokorną postawę usunięty ze szkoły – w dowód pamięci i szacunku - Absolwenci”.

 

Ale dla wszystkich pracujących w liceum nauczycieli, szczególne tych z najdłuższym stażem, ten charakterystyczny gmach położony malowniczo na obrzeżach parku z uroczym stawem obok, zawsze był, jest i pozostanie symbolem czegoś wielkiego, czemu poświęcili wiele lat zawodowej aktywności. Był także dla nas uczniów i dla naszych nauczycieli drugim domem, równie ważnym jak ten pierwszy, lecz często niedocenianym przez swoich „mieszkańców”. I warto o tym wspomnieć, chociażby z powodu przypadającej niebawem siedemdziesiątej rocznicy powstania liceum. A i magicznemu budynkowi „stuknie” wtedy osiemdziesiąt pięć lat.

 

Aleksander Stawicki