Złoty jubileusz w człuchowskim ogólniaku. (III zjazd 1995 r.) PDF Drukuj Email
Wpisany przez Teresa Bagińska   
poniedziałek, 23 stycznia 2006 10:30



III zjazdPowszechne jest przekonanie, że młodzież nie lubi szkoły. Każdy uczeń pragnie tylko czym prędzej zdać maturę i szkołę opuścić na zawsze. Tymczasem fakty świadczą o czymś zgoła innym. Albo młodzież tak się radykalnie zmieniła przez ostatnie lata, albo Liceum Ogólnokształcące im. Stefana Czarnieckiego w Człuchowie jest wyjątkiem, bo coraz to jakaś grupa absolwentów organizuje spotkanie i chce choć na chwilę usiąść na swoim dawnym miejscu w ławce szkolnej. Prawdopodobnie jest tak, że im bardziej człowiek oddala się od wieku szkolnego, tym mocniej kocha szkołę, nawet jeżeli jej kiedyś nie lubił, tęskni za szkolnym towarzystwem.


Jesienią 1970 roku zorganizowano pierwszy ogólnoszkolny zjazd absolwentów, bo liceum obchodziło swoje 25 lecie. Radości ze spotkania i wzruszeń było tyle, że absolwenci postanowili spotykać się co 10 lat. Termin następnego zjazdu wypadał zatem na wrzesień 1980 roku. Tymczasem, jak pamiętamy, była to w Polsce bardzo gorąca jesień. Zaczęły się walić zręby PRL. Strajkował cały kraj, strajkowały też koleje- o przyjeździe do Człuchowa z odległych miejsc w Polsce i poza granicami nie mogło być mowy. Odłożono imprezę na wiosnę 1981 roku. Zjazd odbył się, ale nie było na nim nastroju do świętowania, bo sytuacja w kraju była nadal daleka od normalności, a w Rzymie dokonano zamachu na życie Jana Pawła II.


Całe społeczeństwo wstrzymało oddech w oczekiwaniu na wieści z Rzymu, uczestnicy zjazdu powstrzymali się od zwykłych w takich okolicznościach tańców.


W 1995 roku przypadła pięćdziesiąta rocznica istnienia liceum, pierwszej szkoły średniej w Człuchowie. Zorganizowano trzeci zjazd absolwentów, tym razem już w normalnej sytuacji politycznej. Byli uczniowie szkoły przyjechali z najdalszych zakątków Polski i z wielu krajów świata, niektórzy z dużym dorobkiem zawodowym, naukowym lub artystycznym.


Zjazdy ogólnoszkolne rozbudziły aktywność towarzyską poszczególnych grup. Zaczęły one wspólnie obchodzić okrągłe rocznice matury, spotykały się z nauczycielami.


Na przykład w październiku 2000 roku maturzyści z 1968 roku urządzili zjazd w szkole, a potem w restauracji w Białym Borze, żeby uczcić swoje pięćdziesiąte urodziny, wszyscy bowiem urodzili się w 1950 roku. Zaprosili na te niezwykłe urodziny swoich nauczycieli (,,Merkuriusz” 2000 nr 4).


Najaktywniejszy w dziedzinie podtrzymywania szkolnych przyjaźni i stosunków ze szkołą jest od początku rocznik maturalny 1953.


zaproszenie str 1Człuchowski ogólniak wszedł w erę złotych jubileuszy. W roku 2001 minęło 50 lat od pierwszej matury. Świadectwa dojrzałości w roku 1951 otrzymało 20 osób. Nie było jednak głośnych obchodów rocznicowych. Najmocniej zaakcentowali ważność chwili absolwenci z 1953 roku.


28 czerwca 2003 roku zorganizowali zjazd jubileuszowy swojej 26 osobowej klasy. Przyjechało 21 osób. Dwie z grupy nie doczekały się 50-lecia matury. Jednej z koleżanki organizatorzy szukali przez Czerwony Krzyż, bo znikła im z oczu wkrótce po maturze. Znaleźli ją w Stanach Zjednoczonych i spowodowali, że przyjechała na zjazd.


W imprezie wzięli udział dwaj ostatni żyjący nauczyciele: Józef Dworzecki, nauczyciel wychowania fizycznego, mieszkający w Kołobrzegu i Stanisław Huzarek, fizyk, obecnie z Darłowa.


Gości powitała w szkole Zofia Ryngwelska, gospodarz klasy sprzed 50 lat.


Potem absolwenci rozmawiali z dyrektorem szkoły Ewą Hryszkiewicz o współczesnych problemach Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych (taka jest ostatnia nazwa tej szkoły).


Wzięli też udział w nabożeństwie zamówionym w kościele Matki Boskiej Królowej Polski na Osiedlu Witosa oraz odwiedzili groby: zmarłej koleżanki i nauczyciela Józefa Berenta  na cmentarzu komunalnym. Część towarzyska odbywała się w restauracji ,,Hubertus”. Do późnej nocy trwały rozmowy przy ognisku w ogrodzie restauracji. Gdyby to mógł widzieć i słyszeć założyciel szkoły średniej w Człuchowie i pierwszy jej dyrektor dr Marcin Gołąb, na pewno byłby usatysfakcjonowany. Jego wypowiedzi świadczą o tym jak bardzo zależało mu, aby szkoła stała się terenem zacierania różnic dzielnicowych i społecznych, czyli tego, co nazywamy integracją napływowej ludności. ,,Należy zacierać zbyt jaskrawe różnice dzielące tak w psychice jak i w mowie”. Tak mówił do nauczycieli 5 listopada 1945 (protokół rady pedagogicznej). Dr Marcin Gołąb był indywidualnością nieprzeciętną i dobrze rozumiał, jaką misję ma do spełnienia szkoła na ziemiach przywróconych Polsce.


Do Człuchowa przybył z Grudziądza, gdzie przed wojną był dyrektorem gimnazjum. Jego starania w Kuratorium Pomorskiego Okręgu Szkolnego w Toruniu zaowocował zezwoleniem na utworzenie szkoły średniej w Człuchowie. I tak 1 października 1945 roku rozpoczęło pracę Komunalne Gimnazjum Koedukacyjne Ziemi Człuchowskiej. Ulokowane zostało w budynku Szkoły Podstawowej nr 1 przy ulicy Szczecińskiej (obecnie Powiatowe Centrum Kształcenia Ustawicznego). Obecna siedziba liceum była zajęta przez szpital Armii Czerwonej.


Naukę rozpoczęło 37 osób w dwóch klasach, a grono nauczycielskie stanowiły dwie osoby na etatach: Marcin Gołąb i Jan Adamczyk, wkrótce doszedł Kazimierz Mróz. Inni nauczyciele byli zatrudnieni na godziny.


Ludność ciągle do Człuchowa napływała, więc pierwszy rok szkolny ukończyło 46 osób.


W protokole rady pedagogicznej z czerwca 1946 roku czytamy: ,,Tak jak młodzież gimnazjum człuchowskiego rekrutuje się z różnych ziem od Stanisławowa i Wilna poprzez Warszawę, Kraków, Kielce aż po Gdynię i Chojnice, tak i wymowa jej tworzy barwną mozaikę niemal wszystkich narzeczy polskich. Można zaryzykować twierdzenie, że na 46 uczniów nie ma dwu osobników o tym samym poziomie kultury językowej”


zaproszenie str 2Jak tytaniczną pracę musieli wykonać nauczyciele, żeby z tej mozaiki kultur uczynić społeczność, która do dziś identyfikuje się ze szkołą.


W 1946 roku dekretem Ministerstwa Oświaty gimnazjum zostało upaństwowione i zmieniono mu nazwę na Państwowe Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcące w Człuchowie. Zmieniano ją jeszcze pięciokrotnie.


Dyrektor Gołąb nie cieszył się względami przedstawicieli władzy. Dzieliła ich od niego przepaść intelektualna i nie mogli tego znieść. Często był wzywany do Urzędu Bezpieczeństwa, a gdy miał podpisać protokół z przesłuchania, najpierw go poprawiał pod względem poprawności językowej i ortograficznej. Odsyłał im również pisma, z podkreślonymi błędami i żądał, aby się do niego zwracać poprawną polszczyzną. Był samodzielny i niepokorny, a to było nie do wytrzymania dla ówczesnych decydentów. Po trzech latach pracy musiał odejść, a nawet utracił prawo do wykonywania zawodu nauczyciela.


Gdy dzisiejsi jubilaci rozpoczynali swoją edukację na szczeblu średnim, był rok 1949, a szkoła wchodziła w trudny okres swojej historii.


Od 1948 roku miała już swoją siedzibę przy ulicy Kusocińskiego, więc poprawiły się warunki lokalowe, ale pogorszyła się sytuacja polityczna, w której szkoła musiała istnieć. Od tego też roku była Jedenastoletnią Szkołą Ogólnokształcącą.


We wstępie do spisu absolwentów sporządzonego na 50 lecie szkoły czytamy: Wydaje się, że właśnie w tych trzech pierwszych latach dzięki mądrości, odwadze i pracowitości pierwszego dyrektora i pierwszych nauczycieli szkoła była najbliżej młodzieży, dopóki udawało się chronić ją przed upolitycznieniem. Wkrótce jednak władze zmusiły dyrektora do odejścia i uzyskały wpływ na szkołę, która utraciła swą indywidualność i podzieliła losy innych szkół w PRL. Nie znaczy to jednak, by nie było w niej nauczycieli entuzjastów, którzy pracowali z oddaniem, pojmując swój zawód jako rodzaj szczególnej służby, misji, jaką ma się do spełnienia tu i teraz”.


Dzięki tym nauczycielom entuzjastom szkoła wypracowała wysoki poziom i autorytet bez względu na warunki polityczne. Absolwenci utożsamiają się z nią, czego dowodzi opisany zjazd 50 matury.