O zjazdach absolwentów człuchowskiego „ogólniaka” . PDF Drukuj Email
Wpisany przez Aleksander Stawicki   
czwartek, 09 listopada 2017 08:41

Niedawno odbył się ogólnoszkolny zjazd absolwentów człuchowskiego „ogólniaka”. Było to już szóste z kolei tego typu spotkanie byłych uczniów i nauczycieli tej szkoły. To wydarzenie skłoniło mnie do refleksji i podjęcia próby dokonania krótkiego podsumowania poprzednich zjazdów.

Każdy miał nieco inny charakter i odbywał się w innej otoczce społeczno - politycznej kraju.

Po raz pierwszy zjazd absolwentów postanowiono zorganizować w dwudziestopięciolecie istnienia liceum. Było to jesienią 1970 roku. O tym spotkaniu niewiele można powiedzieć na podstawie dokumentów. W kronikach szkolnych nie zachowały się na ten temat żadne notatki i wzmianki a część dokumentów i fotografii niestety uległa zniszczeniu. Dlatego należy bazować przede wszystkim na tym, co zostało w pamięci organizatorów i uczestników zjazdu.

Ponieważ taka impreza odbywała się po raz pierwszy w historii szkoły, zaangażowanie zarówno dyrekcji szkoły, nauczycieli, uczniów jak i komitetu organizacyjnego było ogromne. Przewodniczącym komitetu organizacyjnego, o ile się nie mylę, był Zenon Jackowiak.

Jednym z elementów przygotowań do tego pionierskiego spotkania było wykonanie na dwóch ścianach głównego wejścia do budynku liceum dużych płaskorzeźb. Wykonane zostały metodą sgraffita . Na jednej ścianie przedstawiono prządkę przy kołowrotku na drugiej zaś rybaka zarzucającego sieci. Tłem dla obu postaci są kaszubskie elementy dekoracyjne a całość przedstawia w sposób symboliczny charakter naszego regionu. Autorem płaskorzeźb jest nieżyjący już Henryk Fajlhauer, nauczyciel liceum. Dziełem tym nie tylko uświetnił od strony plastycznej i upamiętnił to historyczne spotkanie, ale także pozostawił po sobie trwały ślad.

Zrealizowano również inne przedsięwzięcia. Na przykład dokonano remontu budynku liceum. Na korytarzach pojawiły się gabloty, w których prezentowano historię szkoły a także dokonania uczniów w dziedzinie nauki oraz osiągnięcia sportowe.

Co się tyczy otoczki spotkania, to można przypuszczać, że odbywało się ono w stosunkowo napiętej, w sensie społecznym i politycznym, atmosferze. Był to schyłek gomułkowszczyzny, a kilka miesięcy później miały miejsce tragiczne wydarzenia na Wybrzeżu.

Zgodnie z przyjętą wówczas zasadą, kolejny zjazd postanowiono zorganizować za dziesięć lat, a zatem termin przypadał na jesień 1980 roku. Niestety sytuacja społeczno- polityczna w kraju w tym czasie nie sprzyjała organizacji tego typu imprez. Przez Polskę przelewała się fala strajków, która wymusiła na rządzących uznanie prawa do zorganizowania niezależnych od władzy związków zawodowych. Kruszały podwaliny PRL-u, rodziła się „Solidarność”.

Termin zjazdu odwlekano. Ostatecznie zadecydowano, że odbędzie się on w maju następnego roku. Atmosfera tego spotkania była szczególna. Dawało się wyczuć pewną dozę euforii w związku z solidarnościowym powiewem. Elementem przedsięwzięcia była odprawiona msza święta, co w przypadku poprzedniego zjazdu było nie do pomyślenia. Niestety na tę podniosłą atmosferę cieniem kładł się fakt zamachu, jakiego dokonano na papieża Jana Pawła II kilka dni wcześniej. A i z ulicy Miodowej w Warszawie, gdzie mieści się pałac prymasowski, dobiegały wieści o bardzo złym stanie zdrowia prymasa kardynała Stefana Wyszyńskiego. I choć atmosfera nie sprzyjała świętowaniu, to na nic zdał się apel jednego z uczestników zjazdu, aby w tej sytuacji powstrzymać się od tańców w trakcie wieczornego balu. Autentycznej atmosfery do zabawy jednak nie było.

Należy odnotować jeszcze jeden fakt. W zjeździe uczestniczył wspomniany już nauczyciel, Henryk Fajlhauer. Był on świadkiem i uczestnikiem wspomnianych wcześniej, tragicznych wydarzeń na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Dysponował bogatym materiałem faktograficznym zarówno z tego okresu jak i z sierpnia 1980 roku. Materiał ten częściowo zaprezentował w drugim dniu zjazdu, zwracając się do jego uczestników tymi słowami: „Przeprowadziłem z wami wiele lekcji z różnych przedmiotów, ale nie przeprowadziłem jednej, moim zdaniem najważniejszej – lekcji wychowania obywatelskiego”. Chciał w ten sposób razem z nami wniknąć w najbardziej mroczne zaułki naszej powojennej historii. Pamiętam, jak po prezentacji wstrząsających materiałów ze ściśniętym gardłem i łzami w oczach odśpiewaliśmy zaintonowany przez jedną z nauczycielek nasz hymn narodowy „Jeszcze Polska nie zginęła”. Nikt wtedy nie przeczuwał, że kilka miesięcy później nastanie znowu ponury dla wszystkich czas - okres stanu wojennego.

Kolejny, trzeci zjazd odbył się po wielu latach, bo w 1995 roku, z okazji pięćdziesięciolecia liceum. Po raz pierwszy spotkanie odbywało się w wolnym kraju. To spotkanie cieszyło się ogromnym zainteresowaniem byłych uczniów szkoły. Odnotowano rekordową frekwencję, która nie miała miejsca ani wcześniej, ani potem. Uczestnicy spotkania nie mieścili się w auli zarówno podczas oficjalnych uroczystości jak i w trakcie wieczornego balu.

Wtedy to po raz pierwszy wydano namiastkę monografii szkoły. Zawierała ona jedynie skromne wspomnienie o pierwszym dyrektorze szkoły, zarys historii liceum oraz wykaz dyrektorów, nauczycieli i uczniów w minionym pięćdziesięcioleciu. Obszerne relacje z tego spotkania ukazały się na łamach „Merkuriusza”.

To wtedy mogliśmy po raz ostatni spotkać naszych nauczycieli i wychowawców ze „starej gwardii”. Byli to m.in. Adolfina Tupaj, Józef Lewandowski i Eugeniusz Jędrzejewski.

Po dziesięciu latach, na sześćdziesięciolecie liceum, w dniach 1 i 2 października 2005 roku, zorganizowano czwarty zjazd absolwentów.

Na tę okazję przygotowano po raz pierwszy pełną monografię szkoły autorstwa Teresy Bagińskiej, Ilony Lichuckiej i Wojciecha Podgórskiego. Przedstawiła ona historię i współczesność liceum. W zwartym i ciekawie wydanym pod względem merytorycznym i graficznym opracowaniu przedstawiono między innymi osiągnięcia szkoły w minionym sześćdziesięcioleciu na różnych płaszczyznach. Nic dziwnego, że monografia cieszyła się dużym zainteresowaniem wśród uczestników zjazdu. Nie mniej jednak, moim zdaniem, zbyt nikły akcent położono na osiągnięcia dydaktyczne szkoły.

Trudno powiedzieć, jakie czynniki złożyły się na to, że na kolejnym, piątym zjeździe frekwencja niezbyt dopisała. Odbył się on w 2010 roku, a więc tylko pięć lat po poprzednim spotkaniu. Czy to zadecydowało o tym, że tylko nieliczni zdecydowali się na uczestnictwo w imprezie?

Mimo to zjazd przebiegał nie mniej uroczyście, niż poprzednie zjazdy. Jednym z głównych punktów programu zjazdu było odsłonięcie tablicy pamiątkowej, poświęconej pierwszemu dyrektorowi liceum, Marcinowi Gołąbowi. Zbiórkę środków pieniężnych na ten cel zainicjowano tuż po poprzednim zjeździe. „Bogata osobowość, głęboki patriotyzm dyrektora i jego bezkompromisowość sprawiły, że w trudnym powojennym czasie ucząc i wychowując, swoim przykładem i słowem zaświadczał, iż tylko myśl wolna i nieustraszona jest najcenniejszą wartością. Za niepokorną postawę usunięty ze szkoły – w dowód pamięci i szacunku - Absolwenci” – czytamy w treści tablicy.

Ostatniemu, szóstemu zjazdowi, poświęciłem sporo uwagi na łamach poprzedniego numeru „Merkuriusza Człuchowskiego”. Kiedy odbędzie się następne tego typu spotkanie? Za pięć, dziesięć lat, a może wcale? Starosta Aleksander Gappa życzył na zjeździe abyśmy huczne świętowali następne „okrągłe” jubileusze: osiemdziesięciolecie, dziewięćdziesięciolecie a nawet stulecie istnienia liceum. I tego się trzymajmy.

Dodam, że zjazd odbywał się w atmosferze przedwyborczej gorączki, po której, jak sądzę, wielu z nas przecierało ze zdumienia oczy. Sytuacja społeczno polityczna z biegiem czasu zaczęła przypominać tę z roku 80. i 81. ubiegłego stulecia.

Oprócz spotkań ogólnoszkolnych, na przestrzeni tych wielu lat odbywały się spotkania bardziej kameralne, w gronie poszczególnych roczników maturalnych bądź pojedynczych klas. Okazją do ich organizowania były przede wszystkim rocznice zdania matury. Spotykano się również dla uczczenia innych okazji.

W czołówce, jeżeli chodzi o ilość spotkań, plasuje się rocznik maturalny 1968, który poza ogólnoszkolnymi zjazdami spotkał się aż sześć razy. O kilku z tych spotkań wspominano na łamach „Merkuriusza”.

Na wyróżnienie jednak zasługuje rocznik maturalny 1966. Wychowawczyniami były tam w klasie „a” Danuta Blechacz, a w klasie „b” Halina Kielbratowska. Otóż rocznik ten spotykał się aż siedmiokrotnie. Po raz pierwszy w 1996 roku, w 30-lecie matury. Zjazd odbył się w dniach 08-09 czerwca w Starej Rogoźnicy. Kolejne spotkania odbyły się: w 1998 roku – z okazji 50- tych urodziny absolwentów. Spotkanie odbyło się w ośrodku WOPR nad Jeziorem Rychnowskim; w 2001 roku, w 35- lecie matury. Zjazd odbył się w dniach 02 – 03 czerwca w restauracji „Sportowa” na terenie OSiR nad Jeziorem Rychnowskim; w 2006 roku, w 40-lecie matury. Zjazd odbył się w dniach 02 – 03 września; w 2008 roku z okazji 60-tych urodzin absolwentów. Zjazd odbył się w dniach 06 – 07 września; w 2011 roku, w 45-lecie matury. Zjazd odbył się w dniach 11-12 września; w 2016 roku w 50-lecie matury. Zjazd odbył się w dniach 11-12 września. Ostatnie cztery spotkania miały miejsce w Ośrodku Szkolenia i Wychowania OHP na „starym” stadionie.

Kolejny zjazd planowany jest zgodnie z umową na rok 2018 z okazji siedemdziesiątych urodzin absolwentów. Odnotowano również spotkania innych roczników:

- w 1995 roku, 23 lata po maturze spotkali się absolwenci z 1972 roku;

- w 1998 roku spotkali się byli uczniowie klasy 4 b, którzy maturę zdali w 1974 roku;

- 8 czerwca 2003 roku, 20 lat po maturze spotkali się byli uczniowie klasy IV a, którzy zdali maturę w 1983 roku;

- 28 czerwca 2003 roku, 50 lat po maturze spotkali się absolwenci z 1953 roku;

- 6 października 2007 roku, 50 lat po maturze spotkali się absolwenci z 1961 roku;

- 10 października 2007 roku, 20 lat po maturze spotkali się absolwenci z 1987 roku;

- 27 grudnia 2007 roku, spotkali się byli uczniowie klasy 4 d, którzy maturę zdali w 2001 roku;

- w listopadzie 2012 roku, 25 lat po maturze spotkali się absolwenci z 1987 roku.

- 17 maja 2014 roku, 40 lat po maturze spotkali się byli uczniowie klasy 4 d o profilu matematyczno-fizycznym, którzy maturę zdali w 1974 roku.

Niektóre spotkania zaowocowały bardzo szlachetnymi czynami. Na przykład absolwenci z 1953 roku, ufundowali nagrobek swojemu wychowawcy i nauczycielowi, Kazimierzowi Mrozowi. Ten rocznik również wiele razy się spotykał, przynajmniej raz na 5 lat. Jednak, jak sądzę, z powodu skromności nikogo, poza zainteresowanymi, o tym organizatorzy nie powiadamiali. Absolwenci zbierali się nie zawsze w Człuchowie, ale na przykład w Gdańsku i w innych miejscach w Polsce. Nagłośnione zostało tylko to spotkanie, kiedy tak niezwykle uczcili pamięć swojego nauczyciela.

Z pewnością nie są to wszystkie spotkania jakie miały miejsce po ukończeniu liceum.

Na uznanie zasługuje wysiłek przewodniczących i członków komitetów organizacyjnych zjazdów, zarówno tych ogólnoszkolnych jak i rocznikowych oraz klasowych. Wszak zaplanowanie, przygotowanie i zrealizowanie takiej imprezy to nie lada wysiłek. Zwykle praca zaczyna się od ustalenia aktualnych adresów byłych uczniów, by następnie dotrzeć do nich z informacją, przygotować miejsce spotkania i wykonać jeszcze dziesiątki innych czynności. Tę „koronkową robotę” są w stanie wykonać tylko najbardziej zdeterminowani i pracowici, z nietuzinkowym zmysłem organizacyjnym. To dzięki nim i efektom ich pracy możemy uczestniczyć w wielkich świętach radości ze spotkania po latach. W przygotowaniach do piątego i szóstego zjazdu komitetowi organizacyjnemu przewodniczyła moja serdeczna koleżanka z licealnej ławy, Basia Michałek. Kto przewodniczył pozostałym zjazdom, nie udało się ustalić.

Z analizy wszystkich zjazdów nasuwają się następujące wnioski:

- Najchętniej uczestniczą w spotkaniach starsi wiekiem absolwenci. Potwierdza to struktura obecności na ostatnim zjeździe. Było 20 osób z roczników 1951-59, 120 osób z roczników 1960-1969, po 65 osób liczyły grupy absolwentów z roczników 1970-1979 i 1980-1989, a 10 osób z rocznika 1990-1996. Jeżeli chodzi o młodszych absolwentów to być może winien upłynąć pewien czas, by zatęsknili za murami szkoły. Chyba z pewnego dystansu czasowego lata spędzone w szkolnej ławie nabierają bardziej pozytywnego kolorytu i chętniej wraca się do wspomnień;

- Z reguły w spotkaniach uczestniczą absolwenci, którym powiodło się w życiu, którzy mają się czym pochwalić. Ci, którym się nie poszczęściło czy to w życiu rodzinnym czy zawodowym, raczej unikają takich imprez, i nic ich nie przekona do tego, by spotkać się z koleżankami i kolegami ze szkolnej ławy;

- Innym powodem nieobecności na spotkaniach może być teza, że takiej szkoły, jaka była za „naszych czasów” już nie odnajdziemy, więc może lepiej zachować wspomnienia nienaruszone przez konfrontację ich z rzeczywistością. Wszak poszukiwanie minionego czasu jest trudne już po kilku latach, nie mówiąc o kilkudziesięciu;

- Z przykrością należy stwierdzić, że w spotkaniach w niewielkiej liczbie uczestniczą absolwenci, który mieszkają w Człuchowie lub jego okolicach, a więc ci, co mają najbliżej. Prawdopodobnie sądzą, że nie warto, że uczestnictwo nie ma sensu, wszak liceum mają na co dzień na miejscu. Jednak, moim zdaniem, idzie o to aby przeżyć tę niepowtarzalną atmosferę imprezy i móc spotkać się po latach z koleżankami i kolegami z licealnej ławy.

W trakcie spotkań bardzo często słychać następujące pytania:” Czy mnie poznajesz?” , „A pamiętasz?” oraz stwierdzenia: „ Nic się nie zmieniłaś”. I tak jest niemal przez cały czas trwania zjazdu. No właśnie, bo przy okazji spotkań po latach dyskretnie obserwujemy się nawzajem, kto i jak ładnie się zestarzał. Ktoś kiedyś dowcipnie się wyraził: „Kiedyś byliśmy piękni i młodzi a teraz jesteśmy już tylko piękni”.

Aleksander Stawicki